Posted: March 10th, 2009 | Author: jaszol | Filed under: After sessions | Tags: Aba Shanti I, dub, Entebbe Sound, Jah Tubbys, Londyn, soundsystem, UoD | Comments Off
Po przeniesieniu imprezy z serca południowego Londynu czyli Brixton, do klubowego zagłębia przy London Bridge, spora czesc rastamańskiej stałej zalogi bywalców ‘University of Dub’ niestety się wykruszyła. Z wielkiej sali gimnastycznej Aba i jego goście przenieśli się do wielkiego, ceglanego łuku pod dworcem kolejowym, który ze względów akustycznych teoretycznie powinien być lepszy, ale okazuje się, że ze względów towarzyskich już niekoniecznie.
To właśnie w piatkowy, ciepły (!), marcowy wieczór, w SEOne, bo tak nazywa się nowe miejsce gdzie odbywała się comiesięczna, najcięższa z sesji roots & culture na świecie czyli ‘University of Dub’. Tym razem gośćmi rezydenta – Aba Shanti’ego byli przedstawiciele północnego Londynu, od kilkudziesięciu lat w biznesie: Jah Tubbys World System i oryginalni, jak sami się nazywają: ‘Rasta Chanters’ posiadający niezliczoną ilość starych acetatowych dubplatów – Entebbe Soundsystem.
Read the rest of this entry »
Posted: February 26th, 2009 | Author: jakub | Filed under: After sessions | Tags: Jah Shaka, Londyn, Silverspoon, soundsystem | 2 Comments »
Zacznę od tego, że należę do sporego grona Shaka-ites, czyli jestem poniekąd wyznawcą stylu grania soundsystemów, które uprawia od blisko 30 lat Jah Shaka. Setki przesłuchanych, w większości nielegalnie nagranych bootlegów z jego imprez, wyszukiwanie śladowych ilości materiałów video z jego imprez, dość dokładnie śledzenie tego co, kiedy i jak gra – to tylko początek listy. Od kiedy po raz pierwszy raz usłyszałem ten pierdzący, mocno przesterowany bas, wycie syren oraz mistyczny śpiew, wiedziałem, że to jest początek czegoś nowego w moim życiu. Splot szczęśliwych dat i okoliczności, dobre serce mojej ukochanej żony oraz gościnność londyńskich znajomych (bigup Jacek!) pozwoliły mi na zobaczenie na własne oczy i uszy Jah Shaki w jego naturalnym otoczeniu.
19 grudnia 2008 roku w godzinach popołudniowych koła samolotu, którym lecieliśmy wraz z małżonką, dotknęły betonowego pasa lotniska Heathrow. Dłuższa chwila kołowania (lotnisko to jest jednym z największych na świecie!) i lądujemy w metrze, jedziemy na kolejne legendarne miejsce, czyli Brixton. Tam czekają na nas Jacek, Jaś i Maja. Lubię gorącą Victorię, zawsze jak nią jadę, przypomina mi się scena z filmu Babylon, w której główny bohater jedzie na imprezę Shaki. Na miejscu, pomimo zmęczenia przebieram nogami, mylnie zakładając, że będziemy na imprezie od samego początku. Jedzenie, dyskusje, – czas sączy się niemiłosiernie wolno. Podobno nie warto się pojawiać na takich imprezach za wcześnie, nie jesteśmy w Polsce!
Read the rest of this entry »