Uhhhh co za weekend!!!
Lądowanie z Londynu w piątek o 17.40, bieg na dworzec centralny i odjazd pociągu na sesje w Krakowie o 18.31. W tak zwanym mikro-miedzy-czasie przejęcie płyt przez Highgrade’a od Szulcza na peronie 3cim.
Udało się złapać pociąg, ale podróż do Krakowa upływa nam na staniu ponad 3h na korytarzu.
[dygresja] WTF jest grane z polskimi kolejami, rozumiem że 2 pociągi w piątek wieczorem do Krakowa to wystarczająca ilość dla władz PKP, ale następnym razem zapraszam na przejażdżkę którymś z nich szanownym panów, albo panie które decydują o ich liczbie. Bomboclaat! [koniec dygresji].
21.45 – Kraków jak zwykle powitał znakomicie. Kaczka i Lucy zdążyli ugotować nam pomidorówkę chilli, która na dość mroźne już wieczory bardzo dobrze nam zrobiła. Kaczka rzucił się też na nowe płyty z UK, które miały trafić do sklepu, ale wiele z nich nie zostało. Głód nowych płyt ciężko zaspokoić.
Krótki spacer do Krzysztoforów i praktycznie odrazu granie, blisko 2h Highgrade + Jaszol w kombinacji alpejskiej trochę modern roots, trochę dub’u i trochę produkcji z roku 4670.
Około 1 w nocy na scenie pojawił się Nick Manasseh w towarzystwie Ramona Judah z selekcją od early reggae przez roots, dubplaty od Kinga Tubbys’a, Gussie Clarke’a czy JTS aż po jego własne produkcje z ostatnich lat z labelu Roots Garden w przeróżnych wersjach. Uczta dla uszu. Bardzo dobra selekcja i świetny wokal przeziębionego Ramona. (zaśpiewał nawet “Ready or Not”).
Pociąg powrotny o 4 rano do Warszawy, w którym 3h spania. Godzina 9 ileśtam i wymarzone łóżko. Niestety tylko na 3h.. Pobudka i od razu mocne działanie, bo Nick i Ramon mieli popołudniem przyjechać do Warszawy. Szybki wyskok do Youthmana po samochód (Big up! uratowałeś nam życie!) i podróż po płyty, Soundsystem i do klubu.
W Kingston spotkaliśmy dawno niewidzianego Kondread’a naszego człowieka w Londynie który tam udziela si w zupełnie nowym projekcie ambient/dub/dubstep…. (https://www.facebook.com/paulskiart?sk=wall). udało się postawić sound w ok 30min i niedokończoną pracę zostawiliśmy bo trzeba było jechać na dworzec po naszych gości.
Szybki soundcheck i pojechaliśmy na ciepły posiłek, niektórych pierwszy od pamiętnej zupy w piątek wieczorem…. Podczas jedzenia odbyliśmy ciekawą rozmowę na wszystkie tematy od historii Polski przez historie Soundsystemów w UK po najnowsze produkcje i sprzęt ze Studio One, którym Nick teraz swoje produkcje tjuninguje… Ok 22 wrocilismy do klubu na rozgrzewkę. Okazało się w międzyczasie, że nie ma nikogo do stania na bramce, więc trzeba było kursować i się zmieniać co chwila, kolejna rzecz na głowie jakby jeszcze było mało.. Sesja przebiegała bezproblemowo, publiki niestety nie było zbyt wiele. Ramon w połowie grania praktycznie zupełnie stracił głos – tutaj piątka dla Diany że wpadła i dała mu trochę odpocząć i pośpiewała. Około 4tej skończyliśmy grać. Na szczęście nie trzeba było od razu zwozić Soundsystemu, więc tylko rozebraliśmy wszystko i wrzuciliśmy do pomieszczenia w Kingston.
Po 5tej wsiedliśmy w pociąg do Łodzi, skąd Nick i Ramon odlatywali do Londynu. Kolejne 2h przyjemnej rozmowy na wszystkie tematy świata, byle tylko nie przespać stacji na której mieliśmy wysiadać. Taksi na lotnisko około 8mej i 8.21 pociąg powrotny do Warszawy. Niestety bezprzedziałowy, oldskulowy rzęch w którym nie dało się usnąć, dzięki PKP naprawdę w ten weekend daliście z siebie wszystko… Udało się dotrzeć do domu po 11stej i zapaść w głęboki sen momentalnie.
Muzycznie bardzo dobry weekend, tylko gdzie jest publika spragniona reggae?? W tym samym czasie nie działo się nic z reggae w Warszawie. Wygląda na to że nie opłaca się za bardzo sprowadzać nikogo z zagranicy dla 100kilkudziesięciu osób, ale jak mówi pewna piękna piosenka “I’n'I stand firm!” nie poddamy się!
Big ups: Highgrade!!, Youthman, Szulcz, Nick, Ramon, Ania!!, Kluczo, Kaczka, Lucy, Leo, Kondread i wszyscy ci co pokazali się na obu sesjach, pamiętajcie to dla Was robimy to co robimy!!
