University of Dub – 6 marca 2009
Posted: March 10th, 2009 | Author: jaszol | Filed under: After sessions | Tags: Aba Shanti I, dub, Entebbe Sound, Jah Tubbys, Londyn, soundsystem, UoD | Comments Off
Po przeniesieniu imprezy z serca południowego Londynu czyli Brixton, do klubowego zagłębia przy London Bridge, spora czesc rastamańskiej stałej zalogi bywalców ‘University of Dub’ niestety się wykruszyła. Z wielkiej sali gimnastycznej Aba i jego goście przenieśli się do wielkiego, ceglanego łuku pod dworcem kolejowym, który ze względów akustycznych teoretycznie powinien być lepszy, ale okazuje się, że ze względów towarzyskich już niekoniecznie.
To właśnie w piatkowy, ciepły (!), marcowy wieczór, w SEOne, bo tak nazywa się nowe miejsce gdzie odbywała się comiesięczna, najcięższa z sesji roots & culture na świecie czyli ‘University of Dub’. Tym razem gośćmi rezydenta – Aba Shanti’ego byli przedstawiciele północnego Londynu, od kilkudziesięciu lat w biznesie: Jah Tubbys World System i oryginalni, jak sami się nazywają: ‘Rasta Chanters’ posiadający niezliczoną ilość starych acetatowych dubplatów – Entebbe Soundsystem.
Pierwszym, dość sporym zaskoczeniem po przybyciu w pobliże klubu było spotkanie załogi z Southend-on-Sea, Matt Abyssinian, Dubateers i cała brygada stała już w dość długiej kolejce i na szczęście wciągnęła nas do kolejki, także oszczędziliśmy sporo czasu. Przy wejściu kolejne zaskoczenie: wprowadzono nowy system bezpieczeństwa – skanowanie dowodów wszystkich chcących wejść do środka i zapisywanie ich w komputerze. Ja rozumiem, że względy bezpieczeństwa przy imprezach powyżej tysiąca osób są bardzo ważne i że parę miesięcy temu miała tam miejsce tragiczna egzekucja młodocianych bandytów, na jednej z odbywających się tam imprez klubowych, ale ‘bwaaay’, po co skanować dowody i zapisywać je w komputerze? Na szczęście cała akcja przebiegła dość szybko, jednakże miało się wrażenie, że wchodzimy na główny terminal lotniska Heathrow, a nie na sesje roots & culture.
Całe miejsce podzielone jest na 3 części: w pierwszej znajdują się stoiska z płytami, ubraniami, jedzeniem, piciem i bootlegami z poprzednich sesji, druga to 3 stacki (ściany głośnikow), każdy innego soundu, w mniejszym pomieszczeniu i trzecia to główna sala, na której stoją 3 ‘control towers’ i po dwa stacki każdego z soundsystemów ustawione na przemian, w kole. Na miejsce przybyliśmy około północy i według mnie to jest najlepszy czas na wejście, bo wtedy to powoli kończą się rozgrzewkowe revivalowe numery i zaczyna się granie ’2 fi 2′ czyli dwa kawałki w minimum 2 wersjach wypuszczane po koleji przez każdy sound. Koło 4.00 zaczyna sie ‘one fi one’ czyli jeden kawałek za jeden kawałek, oczywiscie w kilku ‘cutach’. Stanęlismy sobie pomiędzy wieżą Aby i Jah Tubbys czyli wzglednie daleko od morderczych gwizdków systemu Shantiego, po których przez pare dni dochodzi się do siebie – oraz w idealnym miejscu żeby odczuwać 21″ ‘turbomaxy’ Jah Tubbysa. Miejsce było zdecydowanie dobre, co potwierdził stojacy tuż obok nas Dennis Rootical z Iration Steppas.
Miłe zaskoczył nas Entebbe Soundsystem, który miałem okazję słuchać po raz pierwszy. Selekcja Ras Carltona była zupełnie inna niż od tych, które miałem przyjemność sluchać na poprzednich UoD’. Stare revivalowe 10″ acetaty wyciągniete z jamajskich studio wiele lat temu, większość to wersje nigdy nie wydane i pewnie ‘wydrapane’ w jednej, maksimum kilku sztukach. Świetne i niekoniecznie steppersowe numery – miło było wreszcie uslyszeć stare dubplaty od szeregu klasycznych wokalistow jamajskich na imprezie tej rangi.
Tutaj pokuszę się o małe wtrącenie. Soundsystem Entebbe całkowicie różni się od tych, które wszyscy przywożą do Londynu. Są to stare obdrapane i pomalowane na kolorowo głośniki, po których widać, że przeżyły niejeden dobry ‘dance’. Budowa zupełnie inna niż popularne scoopy + środki + góry, bo mają dwie wielkie szafy z 18″ i powyżej środkogórki na pojedynczych 12″ i 15″ z hornami. Brzemienie zupełnie unikalne – pełen oldschool. I co najważniejsze nie widać, żeby uczestniczyli w wyścigu o to kto wiecej pchnie basu, tak jak momentami gra Iration i spółka, tylko wreszcie przyjemny poziom dźwieku, momentami zakłócany sprzegajacymi się mikrofonami.
Wracajac do imprezy, z czasem Aba i Tubbys zaczęli wyciągać coraz lepsze kawalki, a Entebbe coraz cięższe dubplaty. W pewnym momencie Shanti zaprezentował niesamowitą Sister Rasheede, przy której odkręcenie basu spowodowało kilkuminutową euforię i odwijanie kawałka 2 razy + bonusowe zagranie wersji numer 3 i 4. Rasheeda poprzedzona była dubplatem od Shaggy’ego Itak’a Tojo ‘Rasta Want More Isis’, który Aba gra praktycznie na każdej swojej sesji co słychać niestety bo acetat już zdarty jest dość mocno (ale buja jak zwykle!). Tubbys wypuscił sporo dobrych swoich produkcji, miedzy innymi ‘kwasnobasowe’ ‘China Rock’ z ostatniej 10″ z ich labelu. W pamięci zapadł mi mix Echo Ranksa na ostatnio wydanym rytmie od Vibronics ‘Long Time Tubbys Warn them now they haffi teach them’, który też spotkał się z dobrym przyjęciem. Swoją drogą – basy Tubbysa tego wieczoru byly najcięższe ze wszystkich.
Wartym wspomnienia jest też obecność Gregoryego Faboulousa i Dixie Peach’a znanych z digitalowych produkcji Jah Tubbys z poczatku lat osiemdziesiątych. Niepozorni, ale wokal wciaż niesamowite i jak kilka razy nawinęli w starym stylu, zrobiło się ciekawie. Jak powiada stare przysłowie góralskie – im dalej w noc tym cięższe tjuny i tutaj absolutnym zwycięzcą został Aba, który wyjął jakiegoś potwornego instrumentalnego dubplata brzmiącego na oko jak wczesne produkcje z lat dziewiećdziesiątych – jednego z moich ulubionych okresów w uk dubie. Charakterystyczne szumy i trzaski poprzedziły absolutny hit tego wieczoru w moim odczuciu, a publika porwana przez śpiew Aby wpadła w ekstazę.
Tutaj kolejny mały wtręt: publika w SEOne to głównie młodzi ludzie przychodzący do klubu, którzy raczej nie przywiazują większej wagi do tego co leci. Na Brixton miało się wrażenie, że wchodzi się do zupełnie innego autonomicznego miasta. Zupełnie inne wibracje w obu miejscach, więc jak ktoś był w Brixton Rec. i w SEOne napewno potwierdzi że ‘university’ zdecydowanie zmieniło klimat i publike. (jotesem: potwierdzam!) Noc zakończyliśmy przed końcem sesji, gdyż ciężki żywot ‘Roots Revival Crew on a mission in London’ dawał się we znaki.
W przyszłym miesiącu pierwszy raz managment ‘university’ zaprosił soundsystem z Francji – Blackboard Jungle i moim zdaniem będzie to albo gwóźdź do trumny tej imprezy albo elektrowstrząs, który pozwoli jej odżyć. Dawno wyczerpała się konwencja zapraszania co miesiąc tych samych 5 soundsystemow z UK i to jeszcze w takim ‘klubowym’ miejscu jak SEOne. Legendarne ‘University of Dub’ zaczęło pożerać swój ogon po przeprowadzce, ale miejmy nadzieję, że otwarcie na resztę europejskich soundsystemow wprowadzi swieży powiew do londynskiej konferencji soundsystemów.